dworców, wielką ilość dystansów i że, nim upłynęło lat dziesięć od
Stefan Żeromski myśli szerszej. Z wielkich widnokręgów, ledwie dających się zmierzyć rozmarzonymi oczyma, został widnokrąg tak dalece mały, że można go było zakreślić końcem modnego kamaszka. Na rozbrzmiewające po
które mu "głos odbierały", mógłby przegadać dziesięciu najtęższych gadułów. Czasami zresztą "nie gadał", to znaczy nie odzywał się zupełnie ani słowem. Z głową, a raczej z brodą podpartą na chudej i
Cytat
gotyckim i oknem jak w kaplicy. Nade drzwiami stało w niszy popiersie Wenus z zielonymi oczodołami i utrąconym nosem, osłaniającej wstydliwie łono zapleśniałe i mchem wilgotnym porosłe. Tuż ciągnęła
fabrykanckiego lokautu', strajkujący wskutek drożyzny i niemożności wyżycia z płacy zarobkowej tak nędznej, jaka była ich udziałem - i uświadomieni komuniści. Ci trzymali prym, młoda gwardia, a
Cytat
obwisłą gruszą czy jabłonią, która go w zamian oblała kroplistym otrzęsem - bo panna Karolina znikła już w mroku. Nazajutrz, wyspawszy się znakomicie, Cezary obudził się bardzo wcześnie. Deszcz
czoło naprzeciwko ust. Czerwone są jego wargi jak róże z mego ogrodu, a ruchome są i żarliwe jak krew, kiedy wytryśnie ze świeżej rany i uchodzi. Białe zęby błyskają między uśmiechniętymi wargami