miasteczka wynajętą furmanką.
Stefan Żeromski Była to raczej odzież, którą wielkie ramiona i szerokie piersi do swego kształtu i na swą potrzebę urobiły. Tęga ręka, Wysunięta naprzód, wspierała się na ułamanym drzewcu, surowa twarz spoglądała
obecności jakiegoś mężczyzny, siedzącego przy otwartym oknie z książką, znad której teraz podniósł głowę. - Powinien pan był zostać w swoim pokoju! Czy Franciszek panu tego nie powiedział? -
Cytat
wtedy otrzymywał takich spojrzeń drwiących, mściwych, okrutnych kilka z rzędu, na odchodnym jedno, dwa "mośćbrodzieju", wycedzone w taki' sposób, że skóra cierpła jak od razów praojcowskiego
sądzili. - Ni! To ta nic nie płaci. Choćbyś sto razy prawde powiedział, to telo bedzie, co i przez niej. Wezmo cie na spytki, na męki. - Na męki? - Zje ba jakoz! To ino zabawa, kie ci myske na pępek
Cytat
lewej ręce wznosił się szczyt Hochetzel, na prawo biegły garbate ogniwa przełęczy, w tyle murem stała świerkowa, głuchoniema puszcza Szwycu; w dole granatowymi smugi i kępami ciągnęły się lasy,
słyszał gwar przemów uroczystych, wygłaszanych podniosłym tonem, albo okrzyki chóralne, jakby żołnierskie na placu mustry potwierdzenia. Ale oto po ciszy chwilowej wydźwignęła się z mroku i ciszy