czuł, że mu klatkę piersiową coś gnieść zaczyna niby obręcz żelazna
Stefan Żeromski dworku niezbyt gościnnym gestem: - Proszę pana do środka... Środek był tuż, jak gdyby na wierzchu. Dzieliły go od świata, deszczu, wiatru i zbyt wielkiego mrozu ściany modrzewiowe, bielone, a
co by było moralnym ojcobójstwem, lecz szarpał się w więzach. Nieraz ponosiło go wewnątrz- na wściekłość i gryzł w ustach twarde wyrazy. Ale samo to przegryzanie twardych wyrazów było męczarnią,
Cytat
milczeniu rozległ się powolny zgrzyt otwieranych drzwi. Stojąc na wichrze Rafał usłyszał go, uczuł w piersiach jak ostrze żelaza utopionego ręką. Był pewien, że jest zgubiony: zbudziła służbę... Ale
posiadał fraka. Wielosławski wiedział o tym braku, toteż pewnego pięknego popołudnia, po silnym przygotowaniu artyleryjskim uścisków i bębniącym ogniu najcelniejszych i najcięższych argumentów,
Cytat
naczelnego wodza. Przerywał często pisanie i wolnymi kroki chodził tam i z powrotem. W pewnej chwili kazał Rafałowi z ułańskiego pułku wybrać kuriera, który by natychmiast gnał do Okuniewa. Ledwie
biegiem lat rozrost wielkich drzew zniszczył dawną symetrię ogrodu, a tu i owdzie gaje młodej leszczyny wtargnęły nawet w ulice, gracowane niegdyś z pilnością. Pałac, przebudowany na fundamentach