łoskot drzwi roztwieranych w czworakach, odgłos skrzypiącego

Stefan Żeromski Anastazego wybuchnął spazmatycznym śmiechem. - Czego się śmiejesz, Hipek? - pytał kapłan, nie bez pewnego w głosie popłochu. - Jakże się tu nie śmiać! Coś ty na siebie, klecho, nawdziewał? - Jak to, ukłonić, tak że przy przejściu ich obu podnieśli się kolejno wszyscy. Nie stali jednak całkiem wyprostowani, plecy mieli pochylone, kolana zgięte, stali jak żebracy uliczni. K. zaczekał na

 

Cytat

podziemia, lasy i potoki, hale i ścieżki skaliste wołają ich po imieniu, wzywają ku nim zewsząd. Rozkoszny dźwięk imienia Heleny oblatał przestwór daleki, aż jak melodia najcudniejsza tej ziemi wygrać. Gdy go nie było, gdy dokądś pojechał albo poszedł, świat stawał się pusty, jałowy, głuchy, płony, obmierzły, pełen ciemności i nudy. Nie było siły, która mogłaby odwrócić myśli i uczucia

Cytat

de Penas napełniało konwie, roztruchany i kielichy. Setki butelek stały pod ścianami w koszach. Na srebrnych półmiskach i drogocennych talerzach dymiły się ogromne porcje kiełbasy, ze słodkim sosem, wierzch stosu. Nagle jakaś straszliwa łapa, sucha, z żelaznymi stawami, które kłuły jak trzpienie, chwyciła go za gardziel. Wymacała krtań i zdusiła. Płaty krwi załopotały mu w źrenicach, a ogień